| Wstecz | Strona Główna | Dalej |
RODZICOMA otóż i macie wszystko.Byłem jak lipy szelest, na imię mi było Krzysztof, i jeszcze ciało - to tak niewiele. I po kolana brodząc w blasku ja miałem jak święty przenosić Pana przez rzekę zwierząt, ludzi, piasku, Po co imię takie dziecinie? Po co, matko, taki skrzydeł pokrój ? Taka walka, ojcze, po co - takiej winie? Od łez ziemi krwawo mi, mokro. Myślałaś matko: " On uniesie, on nazwie, co boli, wytłumaczy, podźwignie, co upadło we mnie, kwiecie - mówiłaś - rozkwitaj ogniem znaczeń". Ojcze, na wojnie twardo. Mówiłeś pragnąc, za ziemię cierpiąc: "Nie poznasz człowieczej pogardy, udźwigniesz sławę ciężką". I po cóż wiara taka dziecinie, po cóż dziedzictwo jak płomieni dom? Zanim dwadzieścia lat minie umrze mu życie w złocieniach rąk. A po cóż myśl taka jak sosna, za wysoko głowica, kiedy pień tną. A droga jakże tak prosta, gdy serce niezdarne - proch. Nie umiem , matko, nazwać, nazbyt boli, nazbyt mocno śmierć uderza zewsząd. Miłość, matko - już nie wiem, czy jest. Nozdrza rozdęte z daleka Boga wietrzą. Miłość - coż zrodzi - nienawiść, struny łez. Ojcze, broń dźwigam pod kurtką, po nocach ciemno - walczę, wiary więdno. Ojcze - jak tobie - prócz wolności może i dzieło. może i wszystko jedno. Dzień czy noc- matko, ojcze - jeszcze ustoję w trzaskawicach palb, ja, żołnierz, poeta, czasu kurz. Pójdę dalej - to od was mam; śmierci się nie boję, dalej niosąc naręcza pragnień jak spalonych róż 30 VII 43 r |
RodziceRodzicami poety byli ludzie czynnie zajmujący się pisarstwem, choć spełniający swą pasję w różny sposób.
Po roku 1926 angażował się jedynie w działalność postępowej lewicy kulturalnej tego okresu (udział w pracach komisji literackiej Ligi Praw Człowieka i Obywatela), do końca nie potrafił pogodzić się z rzeczywistością, o którą walczył. Zmarł 27 lipca 1939 r. po długiej chorobie. Był erudytą o rozległych zainteresowaniach. Ten krytyk literacki, publicysta, historyk literatury a nawet powieściopisarz imponował synowi swą bezkompromisowością i uczciwością. „Ojciec zapalał w nim gniewny bunt przeciw złu, które trzeba tępić, by świat ulepszyć, matka uczyła go korzenia się przed własną niemocą i małością, pokory, doskonalenia najpierw siebie, nim zechce zmienić świat” (M. Turlejska)
Utrzymująca niezwykle serdeczne stosunki z synem, stała się adresatką wielu wierszy i pierwszym krytykiem jego tekstów. Po zakończeniu wojny długo nie chciała uwierzyć w śmierć Krzysztofa, wciąż szukając go wśród żywych. |